piątek, 21 czerwca 2013

Chapter One

*Across the ocean, across the sea
Starting to forget the way you look at me now
Over the mountains, across the sky
Need to see your face and need to look in your eyes
Through the storm and through the clouds
Bumps in the road and upside down now
I know it's hard babe to sleep at night

Luke POV
- Mógłbyś mi dać to cholerne zdjęcie? – spytałem się mojego starszego brata, który od godziny okupował łazienkę mamy. Ubrany w zwykłe przetarte dżinsy i białą podkoszulkę, poszedłem do dość przestronnej kuchni i w białych kolorach. Wchodząc do kuchni ujrzałem talerz z kanapkami zrobionymi przez naszą matkę. Obok tego talerza znalazłem małą karteczkę dotyczącą tego jak wolno mam jechać samochodem, żeby przypadkiem go nie zarysować. Zacząłem jeść kanapkę z żółtym serem. Po zjedzeniu dość solidnego śniadania udałem się do pokoju brata, który od kilku już dni, trzymał dla siebie zdjęcie córki pana Smitha. Fotografia młodej dziewczyny leżała dokładnie w tym samym miejscu co wczoraj, co ułatwiło mi całe poszukiwania. Lustrując wzrokiem dokładnie zdjęcie, założyłem przetarte już trampki za kostkę. – Ja jadę – krzyknąłem na cały dom tak, aby prze głuszyć rozmowę dwójki przyjaciół, siedzących na kanapie. Sięgnąłem po kluczyki od auta i już po chwili znajdowałem się na zewnątrz budynku. Podszedłem do nie zarysowanego jeszcze, czarnego samochodu i wsiadłem. Jedną ręką zamykając przednie drzwi, a drugą wkładając do stacyjki kluczyki. Droga na lotnisko nie trwała strasznie długo, ponieważ tylko dwie godziny.Wyciągnąłem ze schowka kartkę z napisem Natalie. Po krótkiej chwili byłem już wewnątrz budynku, czekając na odpowiedni samolot z Londynu do Melbourne.  Z niechęcią usiadłem na krzesełkach, których było mnóstwo. Po piętnastu minutach usłyszałem charakterystyczny głos kobiety, która właśnie informowała że samolot z Londynu wylądował. Wstałem i rozejrzałem się wokół siebie, żeby spostrzec pod którym wejście ludzie się ustawiają. Szczerze mówiąc nigdy nie byłem dobry w orientacji w terenie. Wystawiłem przed siebie białą kartkę z imieniem dziewczyny, która jak się okazało jest młodsza ode mnie o rok. Spostrzegłem że już niektórzy ludzie wychodzą zza drzwi i witają się ze swoją rodziną. Jedna, jedyna dziewczyna nie wiedziała z kim ma się witać. Rozglądała się na boki szukając jakiegoś sensownego miejsca do poczekania na swojego ojca. Już miała ruszać w stronę krzesełek, jednak zatrzymałem ją mój głos.
- Natalie? – spytałem trochę niepewny, ponieważ dziewczyna wyglądała dokładnie inaczej niż na fotografii, która w obecnej chwili znajdowała się w mojej kieszeni. W potwierdzeniu swojej tożsamości Smith kiwnęła głową i poszła po swoją walizką. Nie mogła podnieść jej z taśmy, wiec szybko do niej podbiegłem i złapałem na rączkę od dużego, czarnego bagażu. – Wiesz że twój ojciec mnie przysłał?
- Tak, po za tym mam twoje zdjęcie – mruknęła trochę spięta moją obecnością. Z torby podręcznej wyciągnęła moje stare zdjęcie i mi je podała – Nie wiem po co mi to, więc daje to tobie. W końcu to twoja własność.
- Możesz je sobie zatrzymać, przynajmniej będziesz o mnie śnić – Zaśmiałem się, ale widząc jej grobową minę zamilkłem. Schowałem jej bagaż do bagażnika i oboje wsiedliśmy do samochodu . Przez całą drogę do domu towarzyszyła nam cisza, a żadne z nas chyba nie chciało jej przerywać. Choć z mojego punktu widzenia, po prostu nie chciała ze mną rozmawiać. Tak, bez żadnych wyjaśnień, a sądziłem że nie gramy w jakąś grę. Chyba że to scenariusz na całe życie, a film będzie nosił tytuł „Gra o Miejsce”, ale lepiej by pasowało „Gra o Tron” .  –To tu, jakby coś się stało to mieszkam na przeciwko.

Natalie POV
Wchodząc na piętro dużego, przestronnego budynku odechciało mi się wszystkiego. Miałem ochotę położyć się  na łóżku i nigdy więcej nie zobaczyć nic związanego z tym krajem, ogólnie z całym światem. Miałam mieszane uczucia co do życia, w końcu wiele mnie nauczyło , ale o wiele więcej zabrała. Zdawałam sobie ogromną sprawę z tego że nie będę musiała tu za wiele robić i właśnie o to chyba w tym wszystkim chodziło. No, bo w końcu jestem już prawie pełnoletnia i mogę żyć tak jak mi się podoba, ale w taki sposób trzymam samą siebie w kłamstwie. Tak jakbym musiała tak żyć. Nie tak jak w bajce z królewną śnieżką, czyli nie zjem jabłka i się nie zakrztuszę umierając, ale zawsze przed końcem zdarzy się cud i znów będę żyła długo i szczęśliwie. Kto kiedykolwiek myślał że to może się sprawdzić, chyba tylko ci ludzie, którzy chcą wcisnąć kicz jakimś biednym dzieciakom, a potem te maluchy będą miały zjebany rozum, ponieważ znaleźć miłość to będzie ich życiowe marzenia, ale po co? Po co cierpieć przez te cholernie ciężkie dni. Wolałabym sobie przyciąć palec drzwiami niż przeżyć tę samą miłość. Zrozummy się  nie mówię o słodkiej miłości, za którą nigdy nie przepadałam. Mówię o tej cierpiącej, o tej złej i okrutnej. Wytłumaczmy co to jest miłość. Miłość znaczenie tego słowa jest mi kompletnie nie znane ponieważ nigdy tego nie przeżyłam I nie zamierzam, ale z tego co słyszałam to miłość to przyciągnie siły międzyludzkiej, która po pewnym czasie zostaje odrzucona i nie jest tak wspaniale jak kiedyś. Z pewnością bym nie chciała przeżyć tego uczucia. To moje życiowe motto, którego zapewne nigdy nie zmienię.   
- Choć na dół  - Usłyszałam troskliwy głos mojego ojca, który odbił się  o ściany w moim, nowym  pokoju.  Niechętnie wstałam z zaścielonego łóżka, ale po chwili zaczęło mi się kręcić w głowie i zrezygnowana upadłam na bielutką pościel. Słysząc odgłosy wspinania się po schodach odwróciłam się na bok i udałam że zasnęłam. Przez cały ten czas czułam na sobie wzrok aż czterech par oczu. Wydawało się to dla mnie przerażające ponieważ w tym domu mieszkam tylko ja i mój tata. Słysząc dźwięk zamykających się drzwi od mojego pokoju odetchnęłam z ulgą. Zastanawiając się czy mogę już otworzyć oczy, poczułam że spada na mnie cholernie zimna woda. Gwałtownie się wyprostowałam i spojrzałam na winowajce tego zdarzenia. Był to brunet, który uśmiechał się zadziornie w moją stronę. Chłopak  widząc moje zdenerwowanie tym co zrobił zaczął uciekać, ale na szczęście byłam szybsza od niego i wskoczyłam mu na plecy. Biegał ze  mną po całym domu, a ja po prostu miałam wrażenie że sprawia mu to przyjemność. Choć byłam gruba.
- Jedziesz z nami pooglądać miasto – rozkazał chłopak po tym kiedy mnie postawił na ziemi. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem – A no tak nie przedstawiłem się, Beau
-   Z jakimi nami? – spytałam ignorując jego poprzednią wypowiedź. Zmrużyłam oczy patrząc się na około siebie.
- Ze mną i moimi braćmi
- Aha – mruknęłam i poszłam w stronę czarnej walizki, w  której nadal leżały moje rzeczy. Wyciągnęłam z środka niej czarną długą tunikę z rękawem trzy-czwarte w czarno białe paski. Szybko przebrałam się na oczach chłopaka, bo sądziłam że nie będzie miał na co patrzeć. Z jednej dużej kieszeni w bagażu wyjęłam czarne baleriny, które po chwili zakrywały moje palce u stóp oraz osłaniały piętę przy jakim kol wiek upadku. Beau dyskretnie przeprowadził mnie przez ulicę.   Miałam mieszane odczucia co do tego dlaczego on przeprowadzał mnie przez ulicę dyskretnie. Co niech jeszcze się okaże że jest jednym z One Direction. Spostrzegłam że chłopak wsiadł do tego samego samochodu którym przybyłam do domu. Jak na rasowego psa przystało - czujecie ten sarkazm – wsiadłam na tyły tego samochodu, bo zauważyłam że ktoś zajmuje przednie siedzenie. Otwierając drzwi od auta ujrzałam nieprzyjemny wyraz twarzy odbiorcy mnie z lotniska. Usiadłam patrząc przed siebie, czyli tak jakbym patrzyła się na czarny koc. Równie dobrze mogłabym zamknąć oczy i widzieć to samo, a przez cały czas miałam wrażenie że brat Beau jest przeciwny temu wszystkiemu i po prostu jedzie w moim towarzystwie przez t o że musi.
- Natalie –  Usłyszałam ochrypły głos, który przerwał moje rozmyślenia, był on dziwnie oschły i chłodny tak że po plecach przeszły mnie okropne ciarki. Wstrzymałam oddech czując na karku ciepło.  – Dziewczyno, oddychaj.
W odpowiedzi kiwnęłam głową I próbując złapać oddech zachłysnęłam się powietrzem wlatującym przez lekko rozsuniętą szybę samochodu.  Reagując na to wszystko chłopak leciuteńko klepnął mnie w plecy tak jakbym była jakimś okruszkiem, którego nie chciałby zniszczyć.  
- Odpowiesz mi na jedno pytanie?
- Zależy o co chodzi? – spytałam z pełną świadomością tego co będę musiała wymyślić żeby na nie nie odpowiadać. Tak na serio nigdy nie umiałam szczerze odpowiadać na zadane pytania przez nowo poznane mi osoby.
- Chodzi o to dlaczego tu się znalazłaś? – To znaczy że im nie powiedział, ale dlaczego on tak bardzo próbuję to przed nimi ukryć? Po co? Przecież  i tak w końcu będą musieli się o tym dowiedzieć. Z odpowiedzi na jego pytanie wyrwał mnie głos bruneta.
- Już jesteśmy – powiedział dosyć głośno i założył czapkę – Weź to – podał mi okulary przeciw słoneczne i identyczną czapkę, jaką on miał teraz na głowie.
- Ale po co?
- Po prostu musisz to założyć, musisz.  
- Dlaczego muszę to założyć? – zapytałam trzech braci, w tym dwóch bliźniaków. Jeden z bliźniąt wywrócił oczami, był to ten sam chłopak, który przyjechał po mnie na lotnisko. Uparcie wpatrywałam  się w ciszy w „świętą trójcę”, którą przerwał brat Beau.
- Zakładaj to, jasne?! – warknął chłopak i wysiadł z auta, a za nim Beau. Złapałam za klamkę trochę przestraszona tonem mojego wcześniejszego rozmówcy.
- Luke, tak po prostu ma, nie przejmuj się nim – powiedział łagodnie jego bliźniak, którego chwilę później nie było w aucie. W końcu wiedziałam jak on ma na imię, aż przeszła mnie chęć dokopania mu, choć znając życie nawet bym mu tego jebanego ryja nie zniszczyła.  Posłusznie założyłam czapkę z daszkiem, która była pewnie własnością Luka. Doszłam do tego widząc napis z jego imieniem. Okulary zostawiłam na tylnym siedzeniu auta. Idąc w ślady chłopaków uśmiechnęłam się zadziornie mając na myśli spojrzenie Luka, które będzie strzelało piorunami w moją stronę. Tak też się stało, a ja udałam minę urażonej.
- Lepiej z nim nie zaczynaj – mruknął do mnie pomocny Beau – Kiedyś jak jedna dziewczyna postawiła się mu obciął jej włosy i pobił, głównie przez to został zawieszony.                     
- A co ma jeszcze jakieś pomysły żeby zniszczyć człowieka? – uniosłam brwi wyczekując na odpowiedź. – Bo ja się z chęcią przekonam na własnej skórze.
- Masz coś wspólnego z tą dziewczyną – jego mina wyglądała na bardzo poważną, tak jakby się czego strasznie obawiał – Obie jesteście takie odważne, ale ona wyłącznie przez to popełniła samobójstwo.
- Ale ja nie popełniam błędu życiowego, jestem świadoma tego że on jest zasranym dupkiem.
- Zależy kiedy – rozejrzał się w okół siebie i momentalnie się zatrzymał.  Próbowałam zorientować się dlaczego teraz jest nieświadomy tego co robi i na szczęście udało mi się. Wzrok jego był zwrócony na dziesiątkę lub jedenastkę nastolatek biegnących w naszą stronę. Jak na zawołanie ocknął się i pobiegł w nieznaną mi stronę. – Choć. – odrobinę przestraszona tym tłumem pobiegłam w jego stronę. Schowaliśmy się gdzieś na plaży razem z jego braćmi. – Jak myślicie poszły już?
W odpowiedzi usłyszeliśmy dziewczęce krzyki. Teraz to na pewno stąd nie wyjdziemy. -  pomyślałam rozglądając się dookoła miejsca,  w którym się znajdowaliśmy. Na plaży było dość spokojnie, więc na własną rękę poszłam się przejść po niej. Żaden  z  moich towarzyszy nawet nie zwrócił na to uwagi że nie byłam już w ich pobliżu.

**There were days when out you spoken, you know
There were nights when I was doubting myself
But your kept my heart from falling
It didn’t matter how many times I got knocked on the floor
But you knew one day I would be standing tall
Just look at us now

 * - Justin Bieber –Be Alright
** - Justin Bieber – Believe

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Prologue

Życie ze świadomością że o każdy dzień muszę walczyć. 
Muszę walczyć o przetrwanie. 
Walczyć o to ile będę jeszcze żyć.
To nie jest idealne życie dla mnie. 
Wiem to że z tej choroby mogę się wyleczyć.
Tylko muszę wyjechać do ojca. 
Nie wiem czy można go tak nazwać, skoro nas zostawił.
Ciągle nie mogę zrozumieć jak mogłam na to pozwolić.
Siedzę w samolocie.
Sama, bez nikogo.
Tak właśnie się czuję.
Samotna.
Nie mająca na nikim oparcia.
Jednak jeszcze Bóg nie pozwolił mi odejść.
Zaczynam nowe życie, w pierwszy dzień wakacji.
Czemu dziś?
Bo przeprowadzam się na stałe do ojca. 
Może i nie jest idealnie.
Ale będzie. Mam nadzieje.


Od Autorki. Tak zaczynam od nowa wszystko. Pierwszy rozdział niebawem.